- Zaraz. Daj mi chociaż jeszcze 5 minut... - poprosiłam, zakrywając głowę poduszką.
- Żadne 5 minut kochana. Chyba, że nie chcesz lecieć ze mną i zostaniesz tutaj.. - po tych słowach obróciłam się w stronę rodzicielki.
- Dobra. Wygrałaś. - uśmiechnęła się do mnie.
- Masz 15 minut i widzę Cię w kuchni.
- Jasne. - zniknęła za drzwiami,a ja wyskoczyłam z łóżka, zabrałam wczoraj przygotowane ubrania i ruszyłam w kierunku łazienki. Stwierdziłam, że nie warto się szczególnie stroić więc wybrałam wygodny zestaw. Lekki makijaż, kucyk i już jestem gotowa. Zeszłam na śniadanie.
- Nie wierzę! Wyrobiłaś się - zażartowała mama i podała mi, przygotowaną mimo wczesnej pory, porcję naleśników. Jak ja ją kocham. Po posiłku zniosłyśmy torby i czekałyśmy na zamówioną taksówkę, która punktualnie o 5:30 dała nam znak, że już jest. Wpakowałyśmy wszystko. Po raz ostatni spojrzałam na stary dom, który był moim azylem. Wsiadłam do auta i udaliśmy się na lotnisko. Droga i odprawa nie trwały długo. Na pokładzie byłam 5 minut przed startem. Na miejsce też nie mam co narzekać. Z jednej strony dziewczyna, której maksymalnie dałabym 10 lat, a z drugiej przystojny brunet. Jak sądzę, gdzieś w moim wieku, może rok starszy. Dziwiło mnie tylko, dlaczego siedzi w okularach, ale o gustach i dziwactwach się nie dyskutuje. Wystartowaliśmy. Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem. Bałam się jak nie wiem czego. W jednym momencie całkiem przypadkowo złapałam rękę chłopaka, która spoczywała na oparciu. Ten ku mojemu zdziwieniu nie zabrał jej. Speszyłam się, zamknęłam oczy i bardziej wtuliłam w fotel.
- Pierwszy raz? - spytał mnie po angielsku pewien męski głos.
- Słucham? - automatycznie przełączyłam język i spojrzałam w kierunku chłopaka, który spoglądał w moim kierunku.
- To twój pierwszy lot? - powtórzył pytanie.
- Tak.
- Nie ma się czego obawiać. Jestem Louis.
- Ev.
- Dokąd lecisz? - spytał.
- Londyn, a Ty?
- Też. Koniec wakacji..
- Wakacji? W połowie listopada? Ciekawa data..
- Zawsze jest dobra pora, aby odpocząć.
- Też racja.
- Ty chyba wiesz coś na ten temat, bo twój akcent nie wskazuje, abyś pochodziła z Anglii..
- Jestem Polką.
- Yhy, czyli to wszystko co słyszałem o was jest prawdą..
- Co słyszałeś? - zainteresowałam się.
- Że Polski to najładniejsze dziewczyny - uśmiechnął się i prawie zabił mnie uśmiechem.
- Jeśli to miał być tekst na podryw to słaby - oddałam uśmiech i szturchnęłam go lekko w bok.
- Oj tam, tylko potwierdzam światowe fakty.
- Powiedźmy, że Ci wierzę - Lou uśmiechnął się.
- Ej, a mogę Cię o coś spytać?
- Jasne. Mam się bać?
- Możesz - zrobił śmiertelnie poważną minę..
- Dobra, słucham.
- Dlaczego siedzisz w okularach na pokładzie, przecież słońce tu nie świeci,a lampy ledwie dają z siebie 30% światła...?
- Wiedziałem, że w końcu o to zapytasz - roześmiał się.
- Więc?
- Nie wiem od czego zacząć.. - zakłopotał się.
- Od początku. - poprosiłam.
- Okey. Znasz zespół One Direction?
- Kojarzę, kojarzę.. - przez moment myślałam kto to, jak wyglądają itd.
- A gdybym całkiem przypadkiem był jego członkiem to co byś zrobiła?
- Yyy.. Nie należę do tych nawiedzonych ludzi, którzy za jedno zdjęcie zabiją pół świata, więc pewnie w moim zachowaniu nic by się nie zmieniło. Skąd takie pytanie?
- Nie ważne. To mogę zdjąć te oksy, ale obiecaj, że nie będziesz piszczeć, krzyczeć itp.
- Obiecuję - powiedziałam z ręką na sercu. Louis jak powiedział tak też zrobił. Olśniło mnie. I to nie tylko z powodu tego jaką zobaczyłam postać, ale i słońca, które zaczęło przedzierać się przez szybę.
- Aż taki bije ode mnie blask, że zasłaniasz się ręką? - powiedział radosnym tonem.
- Chciałbyś - zaśmiałam się.
- To zacznijmy od nowa. Jestem Louis Tomlinson, ale pewnie już się tego domyśliłaś.
- Rozpoznałam Cię, jeśli o to Ci chodzi, ale jakim cudem taka postać jak ty podróżuje zwykłą klasą?
- To normalne. Chciałem być incognito i jak widać udaje mi się ukryć kim jestem.
- Brawo Bondzie - zaśmiałam się.
- Dzięki, dzięki. Autografy potem..
- Hahaha... spoko.
- Mam nadzieję, że nikomu nie powiesz kim jestem..
- Wręcz przeciwnie. Mam zamiar wykrzyknąć na cały samolot : " Ludzie słuchajcie! Tu siedzi członek One Direction! " - spojrzał na mnie przerażony - Przecież żartuję.
- Uff... Nie rób tak więcej, proszę.. - zrobił minę zbitego psiaka.
- Niech Ci już będzie - odpowiedziałam. Resztę lotu spędziłam podobnie wygłupiając się z nowo poznanym idolem nastolatek, słuchając muzyki i zapominając o dawnym życiu.
- Proszę o zapięcie pasów. Za 5 minut lądujemy - głos pilota wyrwał mnie z myśli. Otworzyłam oczy i kątem jednego z nich zerknęłam na Lou. Jego wzrok w pełni skierowany był na moją osobę. Nie ukrywał się z tym, ale kiedy zmieniłam pozycję odwrócił głowę w stronę okna by po chwili wrócić do dawnej pozycji.
- Witam śpiocha!
- Nie spałam!
- Ta.. jasne.
- Ale taka prawda.
- Dobra, dobra. Zapnij lepiej już ten pas, bo wypadniesz - zabrzmiało poważnie, więc posłusznie wykonałam jego polecenie. Po chwili już wysiadaliśmy z maszyny.
- Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy - powiedziałam do Louis'a na pożegnanie.
- Ja też.
- To do następnego.- dałam mu buziaka w policzek i pomknęłam w kierunku mamy. Nie obeszło się również bez wywiadu z jej strony. Standardowe pytania: kto to? skąd się znacie? Na szczęście jej mogłam wszystko powiedzieć i po chwili obie zadowolone z siebie wyszłyśmy z lotniska. Mama zatrzymała taxi i pomknęłyśmy w drogę ku nowemu domowi. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Nigdy bym nie pomyślała, że zamieszkam w takiej dzielnicy, w jakiej się znalazłam. Z boku wille, z tyłu wille i przede mną willa.
- Mamo jesteś pewna, że to tutaj? - zapytałam.
- Tak córeczko. Od dziś mieszkamy tutaj. W tym miejscu zawsze nocowałam w delegacji,a teraz postanowiłam je kupić. Jest w pełni nasze. Podoba Ci się?
- Nie wiem co powiedzieć. Oczywiście i to bardzo! - rzuciłam się jej na szyję,
- To wchodzimy. - powiedziała stanowczo i przekręciła zamek w drzwiach. Wewnątrz dom wyglądał równie pięknie jak z zewnątrz. Aż zapierało dech w piersi. Nowocześnie i stylowo urządzony, mnóstwo miejsca i cudne dekoracje.
- Ev, twój pokój jest na górze. Pierwsze drzwi po prawej. - powiedziała spokojnie. Zabrałam część swoich rzeczy i udałam się w wskazane miejsce. Otworzyłam drzwi i pisnęłam głośno z zachwytu.
O takim pokoju zawsze marzyłam. W natychmiastowym tempie zeszłam powrotnie do salonu i jeszcze raz bardzo mocno przytuliłam mamę.
- Zaraz mnie udusisz!
- Przepraszam. Tak się cieszę!
- Ja też. W końcu spokój i sto procent wolności.
- Dokładnie mamo, dokładnie.
- Zanieś resztę walizek, rozpakuj się i zejdź na dół. Oprowadzę Cię po reszcie domu i najbliższej okolicy.
- Okey - rzuciłam i już mnie nie było. W krótkim czasie ulokowałam się w nowym miejscu, przebrałam się i zeszłam do mamy.
- To możemy iść! - zakomunikowałam. Rodzicielka pokazała mi jak wielki jest ten dom. Posiada basen, pokój gier, mini spa, siłownię, kilka pokoi gościnnych i przepiękny taras oraz wielki ogród. Kolejnym punktem naszej wycieczki była okolica. Dowiedziałam się gdzie są najciekawsze sklepy, piekarnia no i moja nowa szkoła, do której tak nie chciało mi się iść. Na szczęście to już ostatni rok i potem zrobię z życiem co będę chciała bez jakiegokolwiek przymusu. Całe to zwiedzanie zajęło nam sporo czasu. Do domu wróciłyśmy około 20. Zrobiłyśmy sobie kolację, pomogłam Musi po niej posprzątać i każda poszła do siebie. Wyjęłam pidżamkę z szafy i poszłam pod prysznic. Po wykonanej toalecie usiadłam na łóżku i zaczęłam rozpakowywać ostatnią torbę. Myśląc, że już wszystko z niej wyjęłam, obróciłam ją do góry nogami i mocno potrząsnęłam. Ku mojemu zdziwieniu wypadła mała karteczka. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać na głos:
__________________________
Witajcie!
Pierwszy rozdział już jest. :)
Miłej lektury i mam nadzieję, że zostawicie po sobie choć małą pamiątkę.
Komentujesz = oddajesz szacunek autorowi ;p
"Jeżeli chcesz coś zrobić, po prostu to zrób. Nie masz nic do stracenia."
- Louis Tomlinson
- Oj tam, tylko potwierdzam światowe fakty.
- Powiedźmy, że Ci wierzę - Lou uśmiechnął się.
- Ej, a mogę Cię o coś spytać?
- Jasne. Mam się bać?
- Możesz - zrobił śmiertelnie poważną minę..
- Dobra, słucham.
- Dlaczego siedzisz w okularach na pokładzie, przecież słońce tu nie świeci,a lampy ledwie dają z siebie 30% światła...?
- Wiedziałem, że w końcu o to zapytasz - roześmiał się.
- Więc?
- Nie wiem od czego zacząć.. - zakłopotał się.
- Od początku. - poprosiłam.
- Okey. Znasz zespół One Direction?
- Kojarzę, kojarzę.. - przez moment myślałam kto to, jak wyglądają itd.
- A gdybym całkiem przypadkiem był jego członkiem to co byś zrobiła?
- Yyy.. Nie należę do tych nawiedzonych ludzi, którzy za jedno zdjęcie zabiją pół świata, więc pewnie w moim zachowaniu nic by się nie zmieniło. Skąd takie pytanie?
- Nie ważne. To mogę zdjąć te oksy, ale obiecaj, że nie będziesz piszczeć, krzyczeć itp.
- Obiecuję - powiedziałam z ręką na sercu. Louis jak powiedział tak też zrobił. Olśniło mnie. I to nie tylko z powodu tego jaką zobaczyłam postać, ale i słońca, które zaczęło przedzierać się przez szybę.
- Aż taki bije ode mnie blask, że zasłaniasz się ręką? - powiedział radosnym tonem.
- Chciałbyś - zaśmiałam się.
- To zacznijmy od nowa. Jestem Louis Tomlinson, ale pewnie już się tego domyśliłaś.
- Rozpoznałam Cię, jeśli o to Ci chodzi, ale jakim cudem taka postać jak ty podróżuje zwykłą klasą?
- To normalne. Chciałem być incognito i jak widać udaje mi się ukryć kim jestem.
- Brawo Bondzie - zaśmiałam się.
- Dzięki, dzięki. Autografy potem..
- Hahaha... spoko.
- Mam nadzieję, że nikomu nie powiesz kim jestem..
- Wręcz przeciwnie. Mam zamiar wykrzyknąć na cały samolot : " Ludzie słuchajcie! Tu siedzi członek One Direction! " - spojrzał na mnie przerażony - Przecież żartuję.
- Uff... Nie rób tak więcej, proszę.. - zrobił minę zbitego psiaka.
- Niech Ci już będzie - odpowiedziałam. Resztę lotu spędziłam podobnie wygłupiając się z nowo poznanym idolem nastolatek, słuchając muzyki i zapominając o dawnym życiu.
- Proszę o zapięcie pasów. Za 5 minut lądujemy - głos pilota wyrwał mnie z myśli. Otworzyłam oczy i kątem jednego z nich zerknęłam na Lou. Jego wzrok w pełni skierowany był na moją osobę. Nie ukrywał się z tym, ale kiedy zmieniłam pozycję odwrócił głowę w stronę okna by po chwili wrócić do dawnej pozycji.
- Witam śpiocha!
- Nie spałam!
- Ta.. jasne.
- Ale taka prawda.
- Dobra, dobra. Zapnij lepiej już ten pas, bo wypadniesz - zabrzmiało poważnie, więc posłusznie wykonałam jego polecenie. Po chwili już wysiadaliśmy z maszyny.
- Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy - powiedziałam do Louis'a na pożegnanie.
- Ja też.
- To do następnego.- dałam mu buziaka w policzek i pomknęłam w kierunku mamy. Nie obeszło się również bez wywiadu z jej strony. Standardowe pytania: kto to? skąd się znacie? Na szczęście jej mogłam wszystko powiedzieć i po chwili obie zadowolone z siebie wyszłyśmy z lotniska. Mama zatrzymała taxi i pomknęłyśmy w drogę ku nowemu domowi. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Nigdy bym nie pomyślała, że zamieszkam w takiej dzielnicy, w jakiej się znalazłam. Z boku wille, z tyłu wille i przede mną willa.
- Mamo jesteś pewna, że to tutaj? - zapytałam.
- Tak córeczko. Od dziś mieszkamy tutaj. W tym miejscu zawsze nocowałam w delegacji,a teraz postanowiłam je kupić. Jest w pełni nasze. Podoba Ci się?
- Nie wiem co powiedzieć. Oczywiście i to bardzo! - rzuciłam się jej na szyję,
- To wchodzimy. - powiedziała stanowczo i przekręciła zamek w drzwiach. Wewnątrz dom wyglądał równie pięknie jak z zewnątrz. Aż zapierało dech w piersi. Nowocześnie i stylowo urządzony, mnóstwo miejsca i cudne dekoracje.
- Ev, twój pokój jest na górze. Pierwsze drzwi po prawej. - powiedziała spokojnie. Zabrałam część swoich rzeczy i udałam się w wskazane miejsce. Otworzyłam drzwi i pisnęłam głośno z zachwytu.
O takim pokoju zawsze marzyłam. W natychmiastowym tempie zeszłam powrotnie do salonu i jeszcze raz bardzo mocno przytuliłam mamę.
- Zaraz mnie udusisz!
- Przepraszam. Tak się cieszę!
- Ja też. W końcu spokój i sto procent wolności.
- Dokładnie mamo, dokładnie.
- Zanieś resztę walizek, rozpakuj się i zejdź na dół. Oprowadzę Cię po reszcie domu i najbliższej okolicy.
- Okey - rzuciłam i już mnie nie było. W krótkim czasie ulokowałam się w nowym miejscu, przebrałam się i zeszłam do mamy.
- To możemy iść! - zakomunikowałam. Rodzicielka pokazała mi jak wielki jest ten dom. Posiada basen, pokój gier, mini spa, siłownię, kilka pokoi gościnnych i przepiękny taras oraz wielki ogród. Kolejnym punktem naszej wycieczki była okolica. Dowiedziałam się gdzie są najciekawsze sklepy, piekarnia no i moja nowa szkoła, do której tak nie chciało mi się iść. Na szczęście to już ostatni rok i potem zrobię z życiem co będę chciała bez jakiegokolwiek przymusu. Całe to zwiedzanie zajęło nam sporo czasu. Do domu wróciłyśmy około 20. Zrobiłyśmy sobie kolację, pomogłam Musi po niej posprzątać i każda poszła do siebie. Wyjęłam pidżamkę z szafy i poszłam pod prysznic. Po wykonanej toalecie usiadłam na łóżku i zaczęłam rozpakowywać ostatnią torbę. Myśląc, że już wszystko z niej wyjęłam, obróciłam ją do góry nogami i mocno potrząsnęłam. Ku mojemu zdziwieniu wypadła mała karteczka. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać na głos:
"Hejo Ev :) Wiem, że teraz pewnie wyjdę zaraz na największego idiotę, ale mam nadzieję, że o mnie nie zapomnisz. Zostawiam Ci w spadku mój numer ( jest na odwrocie ). Daj znać, że żyjesz. Louis xxUcieszyła mnie ta karteczka. Od razu zapisałam numer i z bananem na ustach okryłam się kołderką.
__________________________
Witajcie!
Pierwszy rozdział już jest. :)
Miłej lektury i mam nadzieję, że zostawicie po sobie choć małą pamiątkę.
Komentujesz = oddajesz szacunek autorowi ;p
- Louis Tomlinson
