Muzyka

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 2: Wielkie zaskoczenie cz. 1

Poniedziałek. Jak ja ich nie cierpię... A w dodatku to właśnie dzisiaj miały się kończyć moje mini wakacje i miałam przeżyć kolejny, pierwszy dzień w szkole. Tragedia.. Z bólem serca rozstałam się z moim łóżkiem i podreptałam do szafy by wybrać coś na dzisiaj. Po tym jakże trudnym zadaniu wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam do kuchni. Już na schodach poczułam zapach świeżo zaparzonej kawy. Jak ja kocham moją mamę.
- Dzień dobry Ev - powitała mnie.
- No hejka - rzuciłam rozpromieniona.
- A Ty taka szczęśliwa bo?
- Bo Cię koffam - uśmiechnęła się
- Jak miło, a już myślałam, że to przez powrót do szkoły i chęć nauki - przewróciłam oczami.
- Nie w moim przypadku
- No niech Ci już będzie, a teraz leć po torbę i widzimy się za moment w samochodzie.
- Okeyy... - rzuciłam i po chwili ponownie śmiałyśmy się z niczego z mamą. Takie tam my i nasze normalne zachowanie.
- Denerwujesz się kochanie?
- Może trochę, ale coś czuje, że to będzie dobry dzień
- Nie ma to jak dobre podejście - po chwili byłyśmy przed budynkiem.
 Pożegnałyśmy się i pomknęłam w kierunku wejścia, gdzie stało już kilka osób. Bez problemu weszłam do środka i odnalazłam sekretariat. Pani dyrektor przywitała mnie bardzo ciepło i zapewniła że będę się czuła prawie jak w domu. No... prawie jej uwierzyłam, ale to jednak szkoła, czyli przymus. Na odchodne podała mi plan lekcji, kluczyk do szafki i życzyła miłego dnia. Usiadłam na pierwszej z ławek by przestudiować moje zajęcia. Pierwsza na liście była matma. Nie cierpię liczb i wszystkiego z nimi związanego. Ugh.. Leniwie zaczłapałam się po salę 315 i otworzyłam drzwi. Nauczycielka siedział już w środku więc podałam jej zaświadczenie od pani dyrektor. Ta uśmiechnęła się do mnie i przedstawiała jako Anne McClark. Usiadłam w ostatniej ławce przy oknie i stwierdziłam, że uda mi się sprawdzić co nowego słychać w wielkim świeci internetów.
- To moje miejsce - usłyszałam nagle z ust jakieś blondi.
- Nie wydaje mi się by było podpisane - odparłam spokojnie.
- Bo nie musi być. Ej... ja Cię nie znam. Jesteś nowa nie?
- Nie nowa, tylko Ev i Ciebie też miło poznać księżniczko "uważajcie, bo tips mi się złamie".
- Ty chyba nie wiesz z kim zadzierasz świeżaczku. To ja tu rozdaje karty i to ja rządzę szkołą, a nie Ty, więc jeszcze raz miło proszę zmień miejsce - ktoś się chyba lekko zdenerwował.
- Nie mam zamiaru - była bliska eksplozji, ale na szczęście uratowała ją przed nią nauczycielka.
- No dobrze. Moi kochani zaczynamy lekcję. Proszę zająć miejsca. Anastazjo, Ty również - powiedziała, a w klasie zapanowała cisza i spokój. Idealnie. - Dzisiaj na zajęciach mamy nową koleżankę, która będzie od teraz w waszej klasie. Poznajcie Ev. - no super, a już myślałam, że obejdzie się bez tego - Ev proszę powiedź coś o sobie
- No cóż... Jestem Ev. Pochodzę z Polski i interesuję się muzyką, sztuką, a przede wszystkim fotografią. Jeśli chcecie dowiedzieć się jeszcze czegoś to śmiało pytajcie.
- Pytajcie, ale na przerwie - odparła pani McClark -  a teraz wróćmy do ostatniej lekcji - wszyscy westchnęli. I tak mijały mi kolejne minuty, godziny. Ostatnią, siódmą lekcją była muzyka. Jak dobrze. Jedyny przedmiot by się odchamić i wyluzować po ciężkich lekcjach. Nauczycielka powiedziała, że dzisiaj każdy z uczniów ma za zadanie przygotować wybrany przez siebie utwór wykonawcy bądź zespołu młodego pokolenia, a ona wybierze kilka osób, które przedstawią go przed całą grupą. Nie wiedziałam co wybrać. Wypisałam kilka tytułów, ale o na nic. Nauczycielka zaprosiła pierwsze kilka osób. Ostatecznie liczyłam na to, że nie zostanę wybrana. Jak zwykle pomyliłam się i to bardzo.
- To może, może, może teraz Ev. Zapraszam - myślałam, że zapadnę się pod ziemię, ale no co zrobić.
- Tylko nie zrób z siebie większej frajerki niż jesteś - moja "ulubiona" Blondi dodawała mi "otuchy". Gdybym tylko nie była w szkole to ona by już nie żyła. Znalazłam się w centrum uwagi owego zgromadzenia.
- Co nam zaprezentujesz?
- What are you waiting for grupy Nickelback - szybko znalazłam podkład, zaśpiewałam i po jakiś 3 dłuuuuuuugich minutach było już po wszystkim.
- Bardzo dobrze Ev. Uczyłaś się gdzieś emisji głosu?
- Nie proszę pani - odpowiedziałam, a w korytarzu zabrzmiał dzwonek.
- Na dzisiaj koniec moi drodzy. Widzimy się w środę - pożegnała uczniów - Ev zaczekaj moment.
- Tak?
- Jeśli chciałabyś podszkolić swój wokal to służę pomocą. Masz ciekawą barwę głosu i szkoda byłoby zmarnować Twój talent.
- Dziękuję, to miło z Pani strony i z chęcią - uszczęśliwiłam nauczycielkę, a ta podała mi swój numer telefonu i namiary na jej miejsce, gdzie udziela lekcji. Po krótkiej rozmowie z panią McClark opuściłam szkolne mury i pomknęłam wprost do samochodu czekającej już na mnie mamy.
- I było tak źle?
- Nie mamo. Było świetnie. Znaczy się najpierw nudno i ciężko, ale po ostatniej lekcji dostałam propozycję dodatkowej nauki emisji głosu od nauczycielki muzyki.
- To świetnie Kochanie! Dobry początek nie jest zły - uśmiechnęła się i wjechała do garażu.
- Dokładnie. Mam się stawić jutro na 17 na ten adres - podałam jej karteczkę z adresem, a ta lekko się zdziwiła i oddała mi papier.
- Coś się stało?
- Nie, nie nic. Zawiozę Cię, bo jutro tez kończę o 14.
- Idealnie, dzięki - uściskałam ją i pomknęłyśmy do domu. Popołudnie było w miarę normalne. Po odrobieniu lekcji, postanowiłam przejrzeć strony internetowe. Odpaliłam pierwszą lepszą, a tam moje zdjęcie z Tomlinson'em. Na pozostałych nie było inaczej. I jeszcze te opisy: "nowa dziewczyna Louis'a", czy "Tomlinson zamiast pamiątek przywozi dziewczyny". Wnerwiło mnie to. Postanowiłam opanować odrobinę nerwy i zadzwonić do Lou. Wyszukałam numer w kontaktach i zadzwoniłam.
O dziwo po chwili usłyszałam jakąś dziwną melodyjkę w mojej szafie. Nie rozłączając się podeszłam do niej i otworzyłam drzwi. Melodia stawała się głośniejsza. Zdjęłam część rzeczy i co zobaczyłam? Zupełnie obcy mi telefon, a na wyświetlaczu mój numer.
- No pięknie - pomyślałam. - I co ja teraz zrobię? - Stwierdziłam, że Lou na sto procent szuka gdzieś swojej komórki. Udało mi się odblokować jego telefon. Wybrałam ostatni numer jaki się z nim kontaktował, swoją drogą dziwne, że go nie słyszałam, i zadzwoniłam.
- O stary znalazłeś w końcu ten telefon - powitał mnie ciepły i entuzjastyczny głos.
- Z tej strony Ev. Nie wiem  jakim cudem, ale telefon Tomlinsona znalazł się w moim bagażu podręcznym.
- Yyyy... Część Ev. Ja nie wiem, co ta Marchewa robi, że ostatnio gubi tyle rzeczy, ale dobrze, że dzwonisz.
- Luzik. Słuchaj, a Louis jest gdzieś tam w pobliżu?
- Niestety nie, ale j tez mogę z Tobą pogadać, a właściwie to wiesz z kim rozmawiasz?
- Na fonie Lou ustawił Ci "Głodomorro", tyle wiem.. - na moje słowa usłyszałam śmiech po drugiej stronie
- Niech ja go tylko znajdę. Tutaj Niall. Niall Horan. Wiesz, ten taki blondyn z One Direction. Kojarzysz, nie?
- No pewnie. Miło telefonicznie poznać.
- Wzajemnie. Ev, co Ty na to by się spotkać? Zabrałbym telefon, oczywiście razem z Tobą, do nas na jakąś małą domówkę, czy coś. Co Ty na to?
- No nie wiem Niall...
- Ale ja wiem. Bądź gotowa jutro na 19. Wyślij mi esem swój adres to wbiję po Ciebie. Nie daj się prosić...
- No niech Ci już będzie. To do jutra.
- No pa. - zakończyłam połączenie i zapisałam ciąg cyfr pod jego nazwiskiem. Wysłałam chłopakowi mój adres. Po chwili poczułam wibrację.

"Wyjdź z domu to coś Ci powiem. Niall :) "

"Yyy... okey :)"

- Idę się przewietrzyć - rzuciłam w kierunku mamy, która krzątała się po kuchni.
- Tylko wróć na kolację
- Nie ma problemu - zniknęłam za drzwiami. W ekspresowym tempie doleciałam do furtki, ale gdy tylko wyciągnęłam rękę by ją otworzyć coś, a raczej ktoś mnie uprzedził.
- No cześć Ev- znam albo ten głos, albo mega podobny. Odwróciłam się i już miałam pewność z kim rozmawiam.
- Hey Niall?
- Tylko mi nie mów, że nie masz pewności, że to ja..
- To milczę - dosłownie na sekundę zapadła grobowa cisza po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem
- Miło poznać wybawczynię Tomlinsona - posłał mi czarujące uśmiech.
- Wzajemnie. To co chciałeś mi pokazać? - przeszłam od razu do rzeczy.
- Bo słuchaj jest taka sprawa, że... no... - podrapał się w tył głowy.
- Wydusisz to z siebie?
- Długo już mieszkasz na tej ulicy?
- Nie odpowiada się pytanie na pytanie, ale nie. Wprowadziłam się kilka dni temu.
- I wszystko jasne - skierowałam ku niemu pytające spojrzenie - Dlatego się jeszcze nie znamy
- Dalej nic nie rozumiem Horan- po woli zaczynałam się denerwować.
- Spokojnie księżniczko - przewróciłam oczami - Chodzi o to, że jakby popaczeć po skosie na lewo dwa domy dalej to moglibyśmy wbić do rezydencji pewnych zupełnie normalnych ludzi i to właśnie ją mam zamiar Ci pokazać.
- Niech  Ci będzie - pomknęliśmy w owym kierunku. Przy wejściu Blondyn o dziwo bez problemu wpisał kod w domofonie i znaleźliśmy się pod głównym wejściem. Drzwi były już lekko uchylone.
- To co zobaczysz póki co musi zostać między nami, okey?
- No okey...

_______________________________________________________
Jest kolejny..
Przepraszam, że dopiero teraz, ale problemy z internetem nie pozwoliły mi na dodanie nowego rozdziału :(
Jak Wam mijają wakacje? :)

Komentujesz = oddajesz szacunek autorowi :)


"Bycie singlem nie oznacza, że jesteś słaby. 
Oznacza, że jesteś wystarczająco silny by czekać na to, 
na co zasługujesz. "
                                                                         - Niall Horan




niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 1: Strach, zaskoczenie i nowy początek :)

- Nie mów, że jeszcze śpisz! Ev wstawaj i to natychmiast! - ze snu wyrwał mnie głos mamy.
- Zaraz. Daj mi chociaż jeszcze 5 minut... - poprosiłam, zakrywając głowę poduszką.
- Żadne 5 minut kochana. Chyba, że nie chcesz lecieć ze mną i zostaniesz tutaj.. - po tych słowach obróciłam się w stronę rodzicielki.
- Dobra. Wygrałaś. - uśmiechnęła się do mnie.
- Masz 15 minut i widzę Cię w kuchni.
- Jasne. - zniknęła za drzwiami,a ja wyskoczyłam z łóżka, zabrałam wczoraj przygotowane ubrania i ruszyłam w kierunku łazienki. Stwierdziłam, że nie warto się szczególnie stroić więc wybrałam wygodny zestaw. Lekki makijaż, kucyk i już jestem gotowa. Zeszłam na śniadanie.
- Nie wierzę! Wyrobiłaś się - zażartowała mama i podała mi, przygotowaną mimo wczesnej pory, porcję naleśników. Jak ja ją kocham. Po posiłku zniosłyśmy torby i czekałyśmy na zamówioną taksówkę, która punktualnie o 5:30 dała nam znak, że już jest. Wpakowałyśmy wszystko. Po raz ostatni spojrzałam na stary dom, który był moim azylem. Wsiadłam do auta i udaliśmy się na lotnisko. Droga i odprawa nie trwały długo. Na pokładzie byłam 5 minut przed startem. Na miejsce też nie mam co narzekać. Z jednej strony dziewczyna, której maksymalnie dałabym 10 lat, a z drugiej przystojny brunet. Jak sądzę, gdzieś w moim wieku, może rok starszy. Dziwiło mnie tylko, dlaczego siedzi w okularach, ale o gustach i dziwactwach się nie dyskutuje. Wystartowaliśmy. Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem. Bałam się jak nie wiem czego. W jednym momencie całkiem przypadkowo złapałam rękę chłopaka, która spoczywała na oparciu. Ten ku mojemu zdziwieniu nie zabrał jej. Speszyłam się, zamknęłam oczy i bardziej wtuliłam w fotel.
- Pierwszy raz? - spytał mnie po angielsku pewien męski głos.
- Słucham? - automatycznie przełączyłam język i spojrzałam w kierunku chłopaka, który spoglądał w moim kierunku.
- To twój pierwszy lot? - powtórzył pytanie.
- Tak.
- Nie ma się czego obawiać. Jestem Louis.
- Ev.
- Dokąd lecisz? - spytał.
- Londyn, a Ty?
- Też. Koniec wakacji..
- Wakacji? W połowie listopada? Ciekawa data..
- Zawsze jest dobra pora, aby odpocząć.
- Też racja.
- Ty chyba wiesz coś na ten temat, bo twój akcent nie wskazuje, abyś pochodziła z Anglii..
- Jestem Polką.
- Yhy, czyli to wszystko co słyszałem o was jest prawdą..
- Co słyszałeś? - zainteresowałam się.
- Że Polski to najładniejsze dziewczyny - uśmiechnął się i prawie zabił mnie uśmiechem.
- Jeśli to miał być tekst na podryw to słaby - oddałam uśmiech i szturchnęłam go lekko w bok.
- Oj tam, tylko potwierdzam światowe fakty.
- Powiedźmy, że Ci wierzę - Lou uśmiechnął się.
- Ej, a mogę Cię o coś spytać?
- Jasne. Mam się bać?
- Możesz - zrobił śmiertelnie poważną minę..
- Dobra, słucham.
- Dlaczego siedzisz w okularach na pokładzie, przecież słońce tu nie świeci,a lampy ledwie dają z siebie 30% światła...?
- Wiedziałem, że w końcu o to zapytasz - roześmiał się.
- Więc?
- Nie wiem od czego zacząć.. - zakłopotał się.
- Od początku. - poprosiłam.
- Okey. Znasz zespół One Direction?
- Kojarzę, kojarzę.. - przez moment myślałam kto to, jak wyglądają itd.
- A gdybym całkiem przypadkiem był jego członkiem to co byś zrobiła?
- Yyy.. Nie należę do tych nawiedzonych ludzi, którzy za jedno zdjęcie zabiją pół świata, więc pewnie w moim zachowaniu nic by się nie zmieniło. Skąd takie pytanie?
- Nie ważne. To mogę zdjąć te oksy, ale obiecaj, że nie będziesz piszczeć, krzyczeć itp.
- Obiecuję - powiedziałam z ręką na sercu. Louis jak powiedział tak też zrobił. Olśniło mnie. I to nie tylko z powodu tego jaką zobaczyłam postać, ale i słońca, które zaczęło przedzierać się przez szybę.
- Aż taki bije ode mnie blask, że zasłaniasz się ręką? - powiedział radosnym tonem.
- Chciałbyś - zaśmiałam się.
- To zacznijmy od nowa. Jestem Louis Tomlinson, ale pewnie już się tego domyśliłaś.
- Rozpoznałam Cię, jeśli o to Ci chodzi, ale jakim cudem taka postać jak ty podróżuje zwykłą klasą?
- To normalne. Chciałem być incognito i jak widać udaje mi się ukryć kim jestem.
- Brawo Bondzie - zaśmiałam się.
- Dzięki, dzięki. Autografy potem..
- Hahaha... spoko.
- Mam nadzieję, że nikomu nie powiesz kim jestem..
- Wręcz przeciwnie. Mam zamiar wykrzyknąć na cały samolot : " Ludzie słuchajcie! Tu siedzi członek One Direction! " - spojrzał na mnie przerażony - Przecież żartuję.
- Uff... Nie rób tak więcej, proszę.. - zrobił minę zbitego psiaka.
- Niech Ci już będzie - odpowiedziałam. Resztę lotu spędziłam podobnie wygłupiając się z nowo poznanym idolem nastolatek, słuchając muzyki i zapominając o dawnym życiu.
- Proszę o zapięcie pasów. Za 5 minut lądujemy - głos pilota wyrwał mnie z myśli. Otworzyłam oczy i kątem jednego z nich zerknęłam na Lou. Jego wzrok w pełni skierowany był na moją osobę. Nie ukrywał się z tym, ale kiedy zmieniłam pozycję odwrócił głowę w stronę okna by po chwili wrócić do dawnej pozycji.
- Witam śpiocha!
- Nie spałam!
- Ta.. jasne.
- Ale taka prawda.
- Dobra, dobra. Zapnij lepiej już ten pas, bo wypadniesz - zabrzmiało poważnie, więc posłusznie wykonałam jego polecenie. Po chwili już wysiadaliśmy z maszyny.
- Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy - powiedziałam do Louis'a na pożegnanie.
- Ja też.
- To do następnego.- dałam mu buziaka w policzek i pomknęłam w kierunku mamy. Nie obeszło się również bez wywiadu z jej strony. Standardowe pytania: kto to? skąd się znacie? Na szczęście jej mogłam wszystko powiedzieć i po chwili obie zadowolone z siebie wyszłyśmy z lotniska. Mama zatrzymała taxi i pomknęłyśmy w drogę ku nowemu domowi. Po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Nigdy bym nie pomyślała, że zamieszkam w takiej dzielnicy, w jakiej się znalazłam. Z boku wille, z tyłu wille i przede mną willa.
- Mamo jesteś pewna, że to tutaj? - zapytałam.
- Tak córeczko. Od dziś mieszkamy tutaj. W tym miejscu zawsze nocowałam w delegacji,a teraz postanowiłam je kupić. Jest w pełni nasze. Podoba Ci się?
- Nie wiem co powiedzieć. Oczywiście i to bardzo! - rzuciłam się jej na szyję,
- To wchodzimy. - powiedziała stanowczo i przekręciła zamek w drzwiach. Wewnątrz dom wyglądał równie pięknie jak z zewnątrz. Aż zapierało dech w piersi. Nowocześnie i stylowo urządzony, mnóstwo miejsca i cudne dekoracje.
- Ev, twój pokój jest na górze. Pierwsze drzwi po prawej. - powiedziała spokojnie. Zabrałam część swoich rzeczy i udałam się w wskazane miejsce. Otworzyłam drzwi i pisnęłam głośno z zachwytu.
O takim pokoju zawsze marzyłam. W natychmiastowym tempie zeszłam powrotnie do salonu i jeszcze raz bardzo mocno przytuliłam mamę.
- Zaraz mnie udusisz!
- Przepraszam. Tak się cieszę!
- Ja też. W końcu spokój i sto procent wolności.
- Dokładnie mamo, dokładnie.
- Zanieś resztę walizek, rozpakuj się i zejdź na dół. Oprowadzę Cię po reszcie domu i najbliższej okolicy.
- Okey - rzuciłam i już mnie nie było. W krótkim czasie ulokowałam się w nowym miejscu, przebrałam się i zeszłam do mamy.
- To możemy iść! - zakomunikowałam. Rodzicielka pokazała mi jak wielki jest ten dom. Posiada basen, pokój gier, mini spa, siłownię, kilka pokoi gościnnych i przepiękny taras oraz wielki ogród. Kolejnym punktem naszej wycieczki była okolica. Dowiedziałam się gdzie są najciekawsze sklepy, piekarnia no i moja nowa szkoła, do której tak nie chciało mi się iść. Na szczęście to już ostatni rok i potem zrobię z życiem co będę chciała bez jakiegokolwiek przymusu. Całe to zwiedzanie zajęło nam sporo czasu. Do domu wróciłyśmy około 20. Zrobiłyśmy sobie kolację, pomogłam Musi po niej posprzątać i każda poszła do siebie. Wyjęłam pidżamkę z szafy i poszłam pod prysznic. Po wykonanej toalecie usiadłam na łóżku i zaczęłam rozpakowywać ostatnią torbę. Myśląc, że już wszystko z niej wyjęłam, obróciłam ją do góry nogami i mocno potrząsnęłam. Ku mojemu zdziwieniu wypadła mała karteczka. Wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać na głos:
 "Hejo Ev :) Wiem, że teraz pewnie wyjdę zaraz na największego idiotę, ale mam nadzieję, że o mnie nie zapomnisz. Zostawiam Ci w spadku mój numer ( jest na odwrocie ). Daj znać, że żyjesz. Louis xx
Ucieszyła mnie ta karteczka. Od razu zapisałam numer i z bananem na ustach okryłam się kołderką.

__________________________
Witajcie!
Pierwszy rozdział już jest. :)
Miłej lektury i mam nadzieję, że zostawicie po sobie choć małą pamiątkę.

Komentujesz = oddajesz  szacunek autorowi ;p



"Jeżeli chcesz coś zrobić, po prostu to zrób. Nie masz nic do stracenia." 

                                                                                                        - Louis Tomlinson

czwartek, 16 lipca 2015

Prolog :)

Czy zdarzyło się Wam przeżyć realny sen? Mi tak. Moje życie od zawsze było usłane różami. Miałam wszystko czego mogłam zapragnąć. Najlepsze ciuchy, najlepszy pokój, najdroższą biżuterię i to nie z jakiś tam sieciówek, ale same znane i cenione marki. W moim otoczeniu było mnóstwo znajomych, przyjaciół. Każdy mnie cenił i stawiał za wzór. Zazdrościł dosłownie wszystkiego. Tak było jeszcze miesiąc temu. Zapytacie pewnie "dlaczego?", odpowiedź jest prosta. Mniej więcej w tym czasie między moimi rodzicami zaczęło się coś psuć. Widziałam, że nie mogą na siebie patrzeć i robią wszystko by nie przebywać ze sobą. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nikt nie raczył mi powiedzieć o co tak naprawdę chodzi, a gdy o to pytałam odpowiadała tylko cisza. Po szkole chodziłam niczym duch. Nikt się tym właściwie nie przejmował, nawet najbliżsi mi ludzie. Omijali mnie szerokim łukiem, śmiejąc się i wytykając palcami. W sumie to nie widziałam dlaczego.. Czułam się wyobcowana, nikomu niepotrzebna. Wszyscy kompletnie mnie olewali.
Dzisiaj wróciłam szybciej do domu, bo nie czułam się najlepiej. Położyłam się i chciałam odpocząć. Niestety, to było nie możliwe. Usłyszałam głośny huk. Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Ostatecznie stanęłam na schodach. Zauważyłam, że rodzice głośno "rozmawiają" krzycząc na siebie. Nie zareagowałam, ponieważ to było ostatnio taaakie normalne dla mnie. Nagle schoda na której stałam głośno zaskrzypiała, zdradzając moją pozycję. Nie uszło to uwadze dwójki zdenerwowanych ludzi.
- Ev! Dobrze, że zeszłaś - powiedziała moja matka - Wyprowadzamy się. Ja już dłużej nie wytrzymam z tym paskudnym kłamcą. To kim się stał mnie przeraża! - oznajmiła, a ja tylko patrzałam na nią to ze zdziwieniem, to z troską i zrozumieniem. Przeniosłam wzrok na ojca. W jego oczach odczytałam zamęt, złość i oszołomienie słowami żony.
- Mamo jesteś pewna?
- Tak. Decyzja już zapadła... -  po tych słowach ojciec nieoczekiwanie opuścił pomieszczenie i trzaskając drzwiami, wyszedł z domu. Spojrzałam jeszcze raz na rodzicielkę - Jutro wylatujemy stąd na zawsze..
- Jak to wylatujemy? Gdzie?
- Do innego, lepszego świata - odpowiedziała i przytuliła mnie - wiem, że zawsze chciałaś zamieszkać w Anglii, więc..- zatrzymała słowa i spojrzała mi w oczy - lecimy do Londynu Kochanie.
- Nie wierzę, to nie może być prawda! Żartujesz tak? - potok pytań spowodowanych zdziwieniem opuścił mój umysł. Kolejna niespodzianka dzisiejszego popołudnia.
- Musisz uwierzyć, bo to prawda, a teraz leć pakować walizki - dałam jej całusa w policzek i posłusznie z uśmiechem na ustach poszłam do siebie. Trochę zajęło mi przygotowanie do wyjazdu. Ostatecznie zmieściłam się w sześciu walizkach. To i tak mało jak na mnie. Zerknęłam na zegar. Dochodziła 23. Postanowiłam się już położyć, bo lot o 6 nad ranem to nie lada wyzwanie dla śpiocha, którym jestem. Byleby nie zaspać - pomyślałam i zamknęłam oczy.

________________
Hejo :)
Prolog za mną. Juhu!!
Mam nadzieję, że chociaż ktoś tu kiedyś zajrzy i zostawi po sobie pamiątkę.
Pierwszy rozdział niedługo powinien ujrzeć światło dzienne ;p
Teraz życzę miłego czwartku i do kolejnego razu :D